Z czterech tobołów uczynili
„Z czterech tobołów uczynili dwa, obciążyli nimi konia Karola i na piechotę powędrowali do handlarza.
— Jak pan odgadł, że to ja upolowałem, a nie moi towarzysze
— Och, to takie proste. Wszyscy jesteście jednakowo opaleni, jak ludzie przebywający pod gołym niebem, ale tylko pan jeden nie strzygł się i nie golił od... bardzo wielu miesięcy. Zgadłem
Karol roześmiał się za całą odpowiedź.
— Jeśli pan pragnie skorzystać z mojej brzytwy, ja i ostrzyc potrafię...
— Chętnie skorzystam, ale najpierw skóry.
— Słusznie.
Wnieśli toboły do wnętrza i złożyli na długim stole z nieheblowanych desek. Zaczęła się segregacja. Peabody wyciągał ze stosów jedno futerko po drugim, otrzepywał je, gładził dłonią, dmuchał we włosy i odkładał na bok. Skóry lisów „srebrnych" i „niebieskich" zgromadził oddzielnie, również oddzielnie futra niedźwiedzie i baranie, dalej porozkładał skórki rysi, skunksów i łosi. Pomagali mu, jak umieli, a upłynęły ze trzy godziny, zanim Peabody wziął do ręki ołówek i na kartce papieru począł wyceniać każdą sztukę. Cyfry były bardzo różnej wielkości, ale ich nie kwestionowali, słabo znając się na rzeczy. Karol uznał, że handlarz jest tak sympatyczny, że na pewno nie może być oszustem. Zresztą kiedy Peabody podsumował długą kolumnę cyfr, wynikła suma przekraczająca najśmielsze marzenia. Nigdy dotąd jako kowboj pana Bootha Karol nie rozporządzał jednorazowo nawet dziesiątą częścią tego, co teraz miał otrzymać.“(11)