- Gdyby wasza dziewczyna
„— Gdyby wasza dziewczyna miała tyle brudu w swojej komorze co ten karabin — zwykł mawiać pan plutonowy trzymając w dłoniach wypucowaną do połysku sztukę — nie wleźlibyście z nią do łóżka. Poprawić! A nie rozkalibrujcie przypadkiem lufy zbyt mocnym rajcowaniem, bo będzie do niczego.
Poprawialiśmy w pocie czoła, by na koniec ponownie wszystko zakonserwować smarem. Syzyfowa praca.
Karabin musiałem teraz zabierać na każdą zbiórkę, musztrę i ćwiczenia. Stał się on niemal integralną częścią mojej osoby, zupełnie jak ręka lub noga. Nieraz ze zrozumieniem myślałem o cierpieniach baśniowego Sindbada Żeglarza, dzień i noc dźwigającego na swym karku złośliwego staruszka. Nie pomnę już jego imienia, pamiętam natomiast doskonale liczbę 287740 — numer porządkowy mojego mauzera...
Całkowicie zlikwidowano rekrutom wolny czas w tygodniu, pozostawiając jedynie kilka godzin w niedzielę. Doszła bowiem nauka o broni. Rozkładanie i składanie na czas, z zawiązanymi oczyma i w nocy bez światła. Usuwanie zacięć. Nauka celowania i ostra strzelnica.
Ćwiczenia polowe na piaszczystolesistym poligonie, ciągnącym się wzdłuż lewego brzegu Narwi. Formowanie tyraliery, posuwanie się skokami pod ogniem, szturmy, walkana bagnety. Prace ziemne kopanie wnęków strzeleckich, rowów ciągłych o pełnym profilu, stanowisk dla cekaemów, moździerzy itp.“(4)
<<<< - Dwa i pół kilometra - mówi
| Rzuciła nań okiem >>>>